menu

Marzenia się nie spełniają, marzenia się spełnia.

Odkąd sięgam pamięcią miałam na siebie plan. Z biegiem lat przechodził on pewne przeobrażenia, ale z perspektywy czasu widzę, że robię teraz dokładnie to, o czym marzyłam. W wieku siedmiu lat ktoś zapytał mnie, żartem chyba: „Co chcesz robić w życiu?”. Nie pamiętam, co dokładnie odpowiedziałam, ale pamiętam doskonale zszokowaną minę pytającego. Co w tym dziwnego, że pierwszoklasistka miała jasno sprecyzowany plan na życie? Nic, prawda? Pisałam wiersze na maszynie oraz rysowałam kobiety w różnych stylizacjach. I o ile teraz zdecydowanie bliżej mi do prozy niż poezji, to miłość do mody i pisania nadal pozostała. 


Uparłam się, że pójdę do najlepszego liceum w moim powiecie. Nie wiem czy wiesz, ale pochodzę z pipidówka, małego pięciotysięcznego miasteczka. To było istne szaleństwo, żeby się tam dostać nie wystarczyło mieć same piątki i szóstki, trzeba było być zaangażowanym w zajęcia dodatkowe, brać udział w konkursach. Byłam nawet w kółku matematycznym… Ja i matematyka? Błagam! Zawsze to siostra mi rozwiązywała równania, a ja jej pisałam rozprawki. Do wymarzonego liceum oczywiście się dostałam, a gdy zobaczyłam swoje nazwisko na liście, z radości aż podskoczyłam i stłukłam doniczkę. Bałam się, że wyrzucą mnie zanim rozpocznę edukację… To była dla mnie szkoła życia, nie dość, że musiałam wstawać codziennie o szóstej rano, żeby dojechać autobusem do liceum, to jeszcze poziom był naprawdę bardzo wysoki. Kiedy moje koleżanki z miasteczka chodziły na frytki, ja wracałam dopiero do domu. Byłam tak skoncentrowana na obranym celu, że nawet przedzieranie się przez nieodśnieżone ulice, ciemnym jeszcze porankiem, nie stanowiły dla mnie żadnej trudności. 


Los wynagrodził moje starania, bez problemu dostałam się na wymarzone studia dzienne na uniwersytecie. Literatura, sztuka, moda – wokół tego oscylowały moje zainteresowania. Bardzo szybko okazało się, że studia dają więcej swobody, więc nie marnując czasu, pracowałam w weekendy oraz chodziłam na pokazy mody. Zaangażowałam się w wolontariat na najważniejszej wówczas imprezie modowej w Polsce. Z FashionPhilosophy Fashion Week Poland byłam niemalże od samego początku, aż do ostatniej edycji. Literaturoznawstwo podszlifowało mój warsztat pisarski oraz nauczyło zasad edytorstwa tekstów. Po studiach licencjackich zmieniłam specjalizację na promocję sztuki, interesowały mnie zagadnienia związane z historią sztuki oraz wizerunkiem marki, misją, wizją. Utwierdziłam się w przekonaniu, że moja miłość do sztuki jest nierozłącznie związana z modą. Zakochałam się w teorii codziennie odgrywanego performansu i na ten temat też pisałam pracę magisterską. Była dla mnie punktem zwrotnym, dlatego zacytuję mały fragment ze wstępu:

 

"Moda, krytycznie postrzegana jako mechanizm zniewalający jednostkę, stanowi ważny czynnik kształtujący współczesną kulturę. Wyposaża się ją w cechy pejoratywne, które prowadzą do unifikacji, bezrefleksyjnego konsumpcjonizmu, jak również bezwiednego naśladownictwa. Tymczasem moda stanowi silny mechanizm regulacyjny w społeczeństwie składający się z pojedynczych, codziennie odgrywanych performansów. Z jednej strony umożliwia spełnienie potrzeby przynależności poprzez naśladownictwo, z drugiej zaś staje się odpowiedzią na pragnienie podkreślenia indywidualności. Szerokie pole semantyczne performansu pozwala postrzegać modę jako serię zbiorowych występów o charakterze kulturowym, a każdą pojedynczą stylizację jako indywidualny, codzienny akt odgrywany przed publicznością."


Teoria perfomansu niewątpliwie bardzo wpłynęła na moje dzisiejsze podejście do mody i trendów. Jeśli mnie znasz, to wiesz, że polecam traktować ubrania zadaniowo – mają pomóc nam spełniać określone, wizerunkowe i stylizacyjne, cele. W każdej sferze życia poddawane jesteśmy ocenom, analizom, porównaniom. Nie to, jak mówimy i co mówimy, lecz to, jak wyglądamy ma największy wpływ na nasz odbiór, warto więc umieć świadomie kreować swój wizerunek. 

Po studiach magisterskich skończyłam jeszcze podyplomówkę z public relations. Nauczyłam się komunikować z mediami, tworzyć spójny wizerunek firmy. Uświadomiłam sobie, że „Twoja marka to Ty”. Czy wtedy już otworzyłam firmę? Nie! Do tej decyzji poprowadziła mnie długa, edukacyjna i zawodowa, droga – o czym opowiem Ci w kolejnym wpisie. 


 

Powrót do pełnej listy wpisów

Skomentuj post